Rośnie w Polsce grupa ludzi bogatych i bardzo bogatych. Należą do niej ludzie rożnych profesji. Należą do niej poprzez miejsca, w których bywają, sklepy, w których robią zakupy, kluby, restauracje, szkoły itd. Należą do niej czasem tak bezwiednie i tak całkowicie, że nie dostrzegają problemów ludzi spoza swojej grupy. Należą do niej tak mocno, że czasem można mieć wrażenie, że to nie oni posiadają tytuły własności do rożnych dóbr, ale że to grupa posiada ich. Na własność.

Wszechobecne reklamy, kult posiadania i obnoszenia się nim sprawiają, że wciąż narzucamy sami sobie obciążenia finansowe, którym z trudem potrafimy sprostać. A kiedy dostajemy podwyżkę zamiast odetchnąć finansowym spokojem – raczej dociążymy się kredytem na lepszy samochód, za większe mieszkanie lub dom. I kiedy ktoś poprosi nas o pomoc… możemy z czystym sumieniem powiedzieć ‘Nie mam. Naprawdę nie mogę…’ ‘Bo kiedy to wszystko policzyć, i kredyt na nowy samochód… i na dom… i wczasy bardzo drogie, no ale przecież na coś człowiek pracuje… i osiemnastkę córki w klubie, przecież raz dziecko ma osiemnaście lat, i  jeszcze parę zakupów do domu, parę ciuszków… Wiec kiedy się to wszystko się policzy razem, to jak się mam z kimś podzielić, kiedy samemu mi brakuje…’

Wielu ludziom wydaje się, że działać charytatywnie będą wtedy, kiedy im coś zacznie ‘zostawać’. Są też przekonani, że kiedyś osiągną taki poziom bogactwa, że będzie im ‘zostawało’. Tyle, że to iluzja. Człowiek jest zwierzęciem tak skonstruowanym, że zawsze będzie miał za mało. Kiedy zarabia tysiąc zł – brakuje mu stówy, kiedy zarabia dziesięć tysięcy – brakuje mu tysiąca, itd.

Dlatego dobrze byłoby, abyśmy dzisiaj w atmosferze Świąt Wielkanocnych uświadomili sobie, że dzielić się z innymi możemy zawsze. Że wtedy, kiedy mamy trochę więcej niż inni, mamy moralny obowiązek dzielenia się. Że dzielić się trzeba systematycznie, a nie od wielkiego dzwonu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I że dzielenie się polega na faktycznym ograniczeniu własnych potrzeb, a nie na dzieleniu się tym, co nam zostanie.

Bo wtedy moglibyśmy podzielić się tylko nadzieją, a ona smakuje zupełnie inaczej tym, którzy wciąż liczą na to, że kiedyś komuś pomogą, i tym, którzy naprawdę pomocy potrzebują.

Źródło: joannamucha.redblog.dziennikwschodni.pl